Karma, samospełniająca się przepowiednia czy co?

Znasz stwierdzenie „Karma wraca”? Na pewno. Ludzie używają tego bardzo często, żeby nie powiedzieć, iż nadużywają bez zrozumienia. E… czego ja wymagam – zrozumienia? Oni się nawet nad tym specjalnie nie zastanawiają. Powtarzając to zdanie wyglądając jak papugi z filmów o piratach (takie subiektywne skojarzenie choć przyznaję, nie wiem dlaczego)… Kiwają główkami z pozorami zrozumienia na twarzy i mówią … „Karma wraca, karma wraca”, kiedy kogoś spotyka coś złego albo dobrego. To drugie rzadziej. A mnie szlag niemal trafia i pytam: a co to do cholery, bumerang? A my aborygeńscy myśliwi? Dostajemy jak celnie rzucamy? Albo jest nagroda i żarło albo trzeba szukać narzędzia po krzakach… Swoją drogą do tego drugiego nie potrzeba żadnych egzotycznych tubylców a i cel może być bardziej prozaiczny :).

No dobra… zapytasz, co mi do tego? Przecież pojęcie to istnieje w wielu religiach. W jakich? No, słucham Cię… Oczywiście, że to pic pytanie. Nie mogę Cię usłyszeć. Jednak jeśli byłaby szansa by Twój głos dotarł do mnie prawdopodobnie wskazywałby na hinduizm albo buddyzm. O dziwo … zgadzam się w stu procentach. Stamtąd została przeniesiona, spopularyzowana w reszcie świata. Od razu pytam a co z naszym kręgiem kulturowym? Przecież obecni chrześcijanie czy muzułmanie (o starszych w wierze braciach się nie wypowiadam, za mało ogarniam ich wiarę) też mają takie elementy. Czy nie słyszałeś/aś, że jest tam gdzieś na górze starzec z siwą brodą, czeka i patrzy…Ten robi dobrze to ma plusa, ten źle, to ma minusa… Robi się zestawienie (małolaty może nawet myślą, że w Exelu ) i to wróci do każdego z nas. Najpóźniej potem, po wszystkim, po naszym życiu tutaj… Ja tak myślałem, tak mnie wychowano. I to w tej części kraju gdzie sprawy wiary traktuje się serio, tradycyjnie  i konserwatywnie… Pierze się te dziecięce umysły tak, że całe życie potem zajmuje wyrwanie się z tych reliktowych wyobrażeń. Trochę to … nie dla mnie… To przecież też jakaś zmodyfikowana wiara w Karmę. I już zostając tylko przy wierze chrześcijańskiej (nie mam jednak aż takiej wiedzy, by polemizować z muzułmańskim podstawami), przecież takie powtarzanie to jakieś durne uproszczenie podstaw mojej wiary. Dlaczego tak myślę? To proste… Bez Tajemnicy Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa nic byśmy samodzielnie nie osiągnęli. To dzięki temu otrzymaliśmy wybawienie od grzechu i potępienia. Zatem Karma wypada, czyż nie?  Nie dlatego, że stałem się niewierzący. O nie! Myślę, że jest nawet w trochę bardziej w drugą stronę. JA WIERZĘ! Nie na niby, nie dla pozoru. I może mógłbym się nawet stać fanatykiem, w sprzyjających okolicznościach… 🙂 Ale nie dzisiaj o tym i nie tutaj.

Wracam do tematu. U podstaw, czyli w religiach wschodu Karma nie jest związana (uwaga na uproszczone interpretacje) z oceną uczynków jakie człowiek popełnia. Jest za to całkowicie powiązana z myślami, emocjami i energią ludzkiego ciała. Hmmm… I to mnie zaciekawiło. Popatrz dookoła siebie – w tym momencie chodzi mi o zastanowienie się a niekoniecznie dokładne wykonanie czynności 🙂 Ile potrafisz znaleźć fajnych osób, które są miłe, ciepłe, pełne empatii i regularnie dostają od życia w cztery litery…? Dotykają ich dziwne zdarzenia, niemożliwe do wytłumaczenia przypadki, czy złe zbiegi okoliczności ?

Z drugiej strony czy znasz skubańców, idących przez życie jak taran? Bez większych wątpliwości czy wyrzutów sumienia, traktujących świat niemal jak prywatne miejsce uciech? Korpoludki z sukcesami, bezwzględni biznesmeni, obłudni politycy czy prawnicy? Robią swoje, czasem przepraszają jak mają ochotę albo potrzebę. Jednak czy jesteś w stanie im uwierzyć?  Jak to jest, że ich nieszczęścia omijają? Dlaczego te „drapieżniki” tak dobrze sobie radzą w tym świecie?

Na koniec można wyróżnić jeszcze grupę ciepłych, empatycznych, fajnych osób.  Żyjących sobie dobrze, realizujących pasje i cieszących się swoim życiem. Możesz takich znaleźć wokół siebie, chyba tak choć to dość trudne. Przynajmniej dla mnie.

O co zatem w tym wszystkim chodzi?

Uczciwie odpowiem, NIE WIEM 🙂 Chyba to nie jest zaskoczenie 🙂 Musiałbym być jakimś niesamowicie uduchowionym mistykiem ocierającym się o granice boskości. A uwierz mi, NIE JESTEM 🙂 Nawet bym powiedział, że dużo bliżej mi do tych skurbańców 🙂

Pewna myśl przyszła mi jednak do głowy i tym w tym wpisie się dzielę. Nie wierzę w nią otwarcie, nie afirmuję się z tym na codzień…. ale siedzi mi gdzieś z tyłu głowy. I jako, że jestem autorem tego bloga to pozwolę sobie to napisać. 🙂 O to co wymyśliłem:

Ziemska rzeczywistość, natura jest drapieżna. Pomimo piękna nie jest litościwa jak wiesz.  Układ ofiara – drapieżnik jest bardzo powszechny.

Może zatem osobniki (mówię o jakimś duchowym „ja”), które mają podobną naturę albo w jakiś sposób wybierają taką drogę przez życie są „chronieni” przez siły/energię ziemskiej natury. Stąd bierze się ich zdolność i umiejętność do uzyskiwania materialnych korzyści i omijania przykrych przygód. Tak myślą, takie mają emocje i to dostają od tego świata!  Są chronieni przez to co ma ziemską aurę/energię czy co tam istnieje.

Po drugiej stronie znajdują się Ci niesprawiedliwie traktowani przez los. Dobrzy, współczujący, dostający ciągle w nos, żeby nie powiedzieć w d…. . To takie ofiary „ziemskiej” natury. Na nich bytują drapieżniki. Są dobrzy, przestrzegają zasad, współczują, starają sie. A życie ich rozjeżdża jak auto żaby na wiosnę…

Czy zatem nie ma wyjścia? Można być tylko albo s…bykiem albo ciągle płynąć pod prąd?

I tutaj pojawia się trochę mojego mistycyzmu. Może rozwiązaniem jest inny rodzaj oddziaływania na otoczenie. Innego rodzaju energia, natura „Boska”, która potrafi niezachwianie wpływać na ziemską. I stąd bierze się ostatnia grupa osób.  Nie „drapieżniki” a jednak radzący sobie idealnie, dużo częściej żyjący w radości i dostatku długie lata. Otoczeni olbrzymim szacunkiem czy wręcz uwielbieniem przez tłumy a wynikającym tylko z ich działalności. Z tego jacy są na co dzień. Co i jak robią i jak pozytywnie wpływają na siebie i swoje otoczenie.

Co to według mnie oznacza?

Nasze społeczeństwo w ostatnich 100 latach stalo się industrialne. Teraz robi sie wirtualne. Jednak przez setki tysiecy lat byliśmy tylko emocjonalnymi istotami ściśle współgrajacymi z siłami natury. Czy zatem nie jest tak, że aby to przetrwać aby nie stać sie gatunkiem bezwzglednych morderców, urodzonych drapieżników zostaliśmy wyposażeni w mechanizm, który daje nam możliwość przeciwstawienia się Ziemskiej Naturze. Nie nazwę tego Karmą. Już nie… Jeśli miałbym to jakoś określać to bardziej zwrot „samospełniająca się przepowiednia” by mi pasował. Może jesteśmy wyposażeni w umiejętność „wpływania” na swoją przyszłość. Nie tylko poprzez racjonalne decyzje przynoszące określony skutek. Bardziej chodzi mi o to, że koncentrując się na jakimś temacie, zagadnieniu, potrzebie, wkładając w to swoje emocje, myśli, energię jesteśmy w stanie zacząć „przyciagać” do siebie wydarzenia (energię), które dają nam szansę podjąć już rozumne decyzje w określonym kierunku. I co więcej, jeśli koncentrujemy się w „dobry”, pozytywny sposób – tego typu szanse dostajemy. Jeśli robimy to wkładając w to negatywne emocje, dostajemy także adekwatne do tego możliwości.

Skąd mi to przyszło do głowy… Z powietrza 🙂 Niezbyt dużo zastanawiam sie nad sensem życia i istnienia gatunku ludzkiego. Czasem jedynie mam takie „zwiechy” (nie po wódce ani dopalaczach zastrzegam) kiedy nagle, w wyniku jakiegoś impulsu tysiac myśli przemiata jedną sytuacje. I powstaje przemyślenie jak ta 🙂

Czy to tylko przemyślenia?

Jak patrzę w przeszłość to mam zresztą wrażenie, że sam tego doświadczyłem  (choć to może tylko taka autosugestia 🙂 ). Bardzo wyraźnie rysuje mi się taki „splot okoliczności” przynajmniej dwukrotnie. Pierwszy raz mialem silny impuls niestety negatywny. Bardzo „drapieżny” czas i potrzeby.  I o dziwo takie właśnie wydarzenia mnie spotykały. Nie rzeczy, które zaplanowalem. To byly okoliczności, których normalnie nie doświadczałem. A wtedy mnożyły się wprawiając mnie w lekkie zaskoczenie, co bardzo dobrze pamiętam. Oczywiście nie miałem wtedy żadnych przemyśleń na ten temat tak jak mam teraz. Jednak naprawdę dobrze pamiętam to poczucie, jakbym trafił w jakiś inny „nurt życia”. Drugi wyraźny impuls pamiętam z roku 2008. Myslałem wtedy o tym co ważne jest w życiu. Jak je dobrze przeżyć. Co to w ogóle znaczy… Był to bardzo ważny okres w moim życiu… I niesamowicie wyraźnie pamietam moment, kiedy usłyszałem o Spotkaniach Młodych nad Lednicą. Czułem, że powinienem tam pojechać. Istotne jest w tym to, że wcześniej nigdy nie uczestniczyłem w takich spotkaniach. Wiedziałem o nich, słuchałem i szanowałem uczestników ale nie czułem potrzeby mojego uczestnictwa. To wydarzenie natomiast  z jakiegoś powodu „wzywało” mnie. Tak mocno, że do dzisiaj pamiętam jak starałem się nad tym zapanować. Nie wiem, co tam miałem usłyszeć, zobaczyć lub z kim porozmawiać. I jaki by miało to wpływ na moje życie. Nie wiem, ponieważ ostatecznie nie wybrałem się. I co ciekawe, niedługo po tym impuls się skończył a ja wszedłem w stan „uśpienia” tak jakbym coś przegapił. I to na kilka lat. Pomimo kilku wykonanych działań w tym czasie wygląda mi to nawet na stan „ofiary”. A kiedy od jakiegoś czasu znów zacząłem wykazywać określoną aktywność, to co mnie spotyka zmieniło się. Niektóre rzeczy wręcz mnie zaskoczyły i zaskakują. I dają do myślenia… Zbieg okoliczności czy okoliczności, które są przyciągane przeze mnie w jakiś sposób… Nie wiem i nie zamierzam szukać wytłumaczenia. W końcu jestem umysłem ścislym. Wierzącym raczej w naukę niż mistyczność 🙂

I kończąc ten wpis, który wyszedł mi na jakiś taki …inny… jak do tej pory. Karma, samospełniajaca się przepowiednia czy też podświadome wyprzedzanie świadomych decyzji… Mam wrażenie, że warto koncentrować się na samorozwoju, byciu pozytywnym i takim kierowaniu swoich myśli i emocji. To na pewno nie zaszkodzi a może…  jednak mamy w sobie mechanizm, który uruchamiamy gdy tak postepujemy 🙂

Podziel się 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *