Siła małych celów – przegląd

Pogoda ostatnio to wyzwanie do biegania. Choć faktem jest, że zawsze gorzej jest kiedy wyglądam przez okno niż potem, kiedy biegnę. Będąc na zewnątrz mam poczucie dobrze podjętej decyzji i radochę z tego, iż pomimo własnych oporów realizuję to co sobie postanowiłem. Ostatnie dwa treningi to taka dobra próba charakteru. A dodatkowo pomyślałem w trakcie nich, że warto sobie zrobić krótki przegląd tematów, które uznałem za ważne dla realizacji tego celu a opisałem w poście „SIŁA MAŁYCH CELÓW”. Po kolei zatem, co umieściłem sobie we wcześniejszym wpisie:

  1. Przynajmniej raz w tygodniu będę biegał na dystans nie mniejszy niż 3 kilometry.

    Różnie z tym jest patrząc tylko na ilość tygodni vs ilość biegów. Natomiast jeśli uwzględnię opuszczone treningi ze względu na chorobę,  to już jest całkiem dobrze. W tej chwili przyszło i do głowy, iż naprawdę warto zrobić sobie szybko zestawienie, które będzie wizualizowało uzyskiwane wyniki

  2. Przynajmniej raz w tygodniu będę miał jeszcze jedną aktywność związaną z rozwojem kondycji (myślę, tutaj o drugim biegu, jeździe na rowerze, nartach, pływaniu – tak na wszelki wypadek)

    Z tym celem radzę sobie troszkę inaczej niż myślałem na początku. Zakładałem, że regularnie będę uczęszczał na basen i to niestety nie wychodzi. Ale szukając rozwiązania zacząłem ćwiczyć w domu w oparciu o apki workout i… fajnie mi się sprawdza to rozwiązanie. Myślę nawet, że niedługo napiszę kilka zdań o aplikacjach workout na androida.

  3. Przygotuję sobie narzędzie do pomiaru postępów w moim bieganiu (czas/km).

    Wynika z punktu pierwszego powyżej. Jeszcze tego nie zrobiłem. Do tej pory wystarczało mi, że pamiętam poszczególne biegi ale teraz robi się już coraz trudniej. Niedługo zaprezentuję co tam sobie wymyśliłem, żeby śledzić moje biegowe wyniki 🙂 .

  4. Wprowadzę do końca października zmiany w swojej obecnej diecie (w tej chwili mam mocno tradycyjną – mięcho, pieczywo, ziemniaki, często fast foody).

    Dieta weszła w życie na całego. Nie spinam się jakoś bardzo mocno. Po prostu staram się realizować założenia opisane przeze mnie we wpisie o oczyszczaniu jelita cienkiego. Powiem tyle:  po prostu działa. Zacząłem mniej jeść, schudłem w jakieś 2 miesiące. Tego będę się trzymał.

  5. Określę potrzeby w zakresie suplementacji organizmu (w oparciu o przegląd diety – z wykształcenia i doświadczenia wiem, że mało która osoba jest w stanie mieć tak dobrze dobrany system odżywiania by zapewnić naprawdę dobrze zbilansowane dostarczanie składników dla organizmu, a przy regularnym wysiłku jest to wręcz krytyczne…)

    W czasie dyskusji z dietetyczką wyszło kilka ciekawych rzeczy. Na początek bardzo fajna i zaskakująca rozmowa o suplemencie, który brałem sobie 2 miesiące przed wizytą, a który był polecony przez kolegę biegacza. Produkt nazywa się Proargi 9+ z firmy Synergy. Byłem kompletnie zaskoczony, że pani dietetyk która jest wielkim fanem (no i przede wszystkim praktykiem) tradycyjnej medycyny chińskiej zna go. Co więcej uważa, że ma bardzo fajne działanie. Podobnie jak inne produkty z tej firmy. Do tego wrócę w oddzielnym wpisie bo zacząłem więcej czytać o samej firmie. Ostatecznie otrzymałem zalecenia dotyczące aplikacji witaminy D3 razem z K2 bo okazuje się, że Polacy genetycznie w ponad 95% przypadków mogą mieć niedobory tej witaminy. Dlatego warto sobie sprawdzić poziom badaniu krwi. Dodatkowo jakieś krople do picia. To już indywidualne zalecenie, typowo dla mnie. Czyli ostatecznie punkt bez jakichś większych szaleństw w suplementacji. Choć jak wspomniałem wrócę do jeszcze do firmy Synergy i jej rozwiązań.

    Jeżeli chodzi o biegi to 4 grudnia była nieziemska mgła. Wyrwałem się na zwykłą trasę ale zwątpiłem i zawróciłem. Dookoła nie było nic widać. Latarka dawała jakieś 3-4 metry a potem biało. I na dodatek temperatura w granicach 0 stopni Celsjusza. Szczerze mówiąc ciągle myślałem, że zaliczę wywrotkę. Mimo to uznałem, że „wypada” zrobić choć ze 3 km. Zmieniłem trasę na taką, gdzie są lampy i ruszyłem. Ślisko, mokro, zimno ale ostatecznie przebiegłem 3,99 km. Dobry wynik jak na te warunki. Czas na kilometr to 6,18 minuty.

04-12-2016A kilka dni później miałem zupełnie odmienne warunki. Może oprócz temperatury bo zimno było bardzo. Tym razem widoczność wspaniała bo wiatr wiał taki, że oddychać się nie dało. Jak biegłem w jedna stronę wydawało mi się, że pędzę a czas miałem około 12 min na kilometr. Jak wracałem to miałem wrażenie, że prawie się nie ruszam a cas miałem blisko 4 min / km. Ostatecznie wróciłem do domu strasznie zmęczony ale i szczęśliwy. Wynik to 5,27 km i 6,24 minuty na kilometr.

09-12-2016

Ale najważniejsze jest to, że pomimo tak niesprzyjających warunków na zewnątrz wyszedłem i zrobiłem trening.

Konsekwentnie…
Podziel się 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *